O współczuciu i życzliwości, cz. 2

"Jesteśmy opuszczeni jak zabłąkane dzieci w lesie. Kiedy stoisz przede mną i patrzysz na mnie, co wiesz o moich bólach i co ja wiem o twoich? A gdybym padł przed tobą na kolana i płakał, i opowiadał, co wiedziałbyś o mnie więcej niż o piekle, które ktoś określił ci jako gorące i straszne? Już dlatego my ludzie powinniśmy stać naprzeciw siebie tak zamyśleni i współczujący, jak przed wejściem do piekła". Franz Kafka: List do Oskara Pollaka (tłum. G. Herling-Grudziński)

Praktykę życzliwości i współczucia zaczynamy od uświadomienia sobie, co się z nami dzieje, co dzieje się w naszym życiu, uczymy się zwalniać, być bardziej refleksyjni. W tym może pomóc nam narzędzie zwane uważnością (sanskr. smrti), co w luźnym tłumaczeniu z sanskrytu oznacza „pamięć”, „świadomość”, „powracanie”. A zatem powracamy do chwili obecnej, żeby zobaczyć, w jaki sposób funkcjonujemy w pracy, w domu, z bliższymi i dalszymi osobami, jakie są nasze przekonania, skrypty, oceny, nawyki, etc. Powoli rozszerzamy świadomość o to, jak żyjemy, jacy jesteśmy, a także o intencję tego, jak chcemy żyć, jakie wartości kultywować w naszym życiu (co jest dla nas ważne).



Jak możemy rozpocząć sobie to uświadamianie? W Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu (ang. Compassion-Focused Therapy – CFT) odnosimy się często do trzech systemów (trybów) emocjonalnego funkcjonowania: (1) systemu zagrożenia/ochrony, (2) systemu dążenia/ekscytacji oraz do systemu zwalniania/zadowolenia/więzi. Każdy z tych systemów inaczej wpływa na nasze ciało, uwagę, myślenie, powoduje różne emocje, a tym samym także inne procesy fizjologiczne. Pierwszy system związany jest z sytuacjami, osobami, aktywnościami, które powodują, że potrzebujemy się chronić, czujemy się zestresowani, napięci. Może związane jest to z tym, że chcemy zdążyć do pracy, skończyć ważny dla nas projekt, stoimy w korku, a może coś poważniejszego dzieje się w naszym życiu – rozwód, obawa o zdrowie. W tym systemie ciało jest napięte, wydziela się kortyzol, a uwaga jest zawężona. Musimy bowiem się obronić lub uniknąć niebezpieczeństwa, nieprzyjemności. Drugi system też jest systemem, który wiąże się z działaniem, ale w tym systemie czujemy się „doenergetyzowani”, czujemy przyjemność, entuzjazm, chcemy robić różne rzeczy nie z lęku, ale z czystej chęci, radości. Ten tryb inicjują sytuacje, aktywności, na które czekamy, które powodują, że rano chce nam się wstać z łożka: ekscytujące zadanie w pracy, myśl o powrocie do domu na dobry posiłek, coś co chcemy osiągnąć. Tu ciało także może być napięte, ale to napięcie znacznie różni się od napięcia w pierwszym trybie. Można wręcz powiedzieć, że to napięcie jest miłe. Adrenalina pełni tu znaczą rolę. Warto zwrócić jednak uwagę na to, że czasem chcemy coś osiągnąć, jesteśmy bardzo „nakręceni” nie dlatego, że coś nas naprawdę ekscytuje, ale dlatego, że powodowani dalej jesteśmy pierwszym trybem: może ktoś kiedyś powiedział mi, że nie jestem wystarczająco dobry i teraz próbuję udowodnić, że jest inaczej. W trzecim trybie mamy poczucie zwolnienia, rozluźnienia. Nie potrzebujemy niczego osiągać, dokądkolwiek iść. Jesteśmy po prostu zadowolenia z tego, co jest. To jest tryb bycia. Nasza uwaga jest wolna i rozszerzona. Ciało jest bez napięcia. Zauważamy innych, a nie tylko swoje cele. Nie chodzi o to, żeby któryś z tych systemów wyeliminować (bo każdy z nich jest potrzebny), ale o to, żeby były one w większym zrównoważeniu. Ewolucyjnie bowiem nie jesteśmy dostosowani do tego, żeby nieustanie „działać”. Z drugiej strony nie może jedynie sobie „być”, nie byłoby to dobre ani na poziomie społecznym ani indywidualnym.

Warto teraz zapytać siebie: które sytuacje, osoby, aktywności uruchamiają odpowiednie systemy? Jakie wiele czasu spędzasz w każdym z tych emocjonalnych systemów? Jakie myśli i emocje pojawiają się w każdym z tych systemów? Co dzieje się w ciele? I w końcu również: które system bardziej chcemy kultywować? Potrzebujemy życzliwości i współczucia wobec siebie i innych właśnie dlatego, że tak trudno jest być człowiekiem, że czasem jakby bez naszej świadomości wpadamy w tory pewnych zachowań, trochę jakbyśmy robotami. Na szczęście posiadamy naszą ludzką świadomość, która może nam wskazać kierunek.

Jak by to było rozpoczynać każdy dzień myśląc o sobie jako głęboką współczującej osobie: tej osobie, która rozumie, w którym trybie się znajduje, gdzie inni się znajdują, ma świadomość, że doświadczając tej niezwykłej przygody życia wszyscy stykami się z bólem, cierpieniem, ale także tym, co nas wzmacnia, mając świadomość tego, co nas wzmacnia.

Artykuł ukazał się w magazynie JOGA nr 20

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...