O autorze
Ukończyła psychologię kliniczną w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Szkoliła się i szkoli w nurcie psychoterapii integracyjnej u Richarda Erskine’a, ucznia m.in. Fritza Perlsa. Superwizuje się m.in. u Christophera Germera (Harvard Medical School). Współorganizowała międzynarodowe konferencje (m.in. 1st Conference on Practical Application of Buddhism in Western Psychology. Mindfulness: Theory and Practice), współtwórca Polskiego Towarzystwa Mindfulness. Jest dyrektorem The Mind Institute (www.mindinstitute.com.pl), gdzie prowadzi 8-tygodniowe treningi uważności (Mindfulness) na bazie programu MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) Stress Reduction Clinic University of Massachusetts Medical School oraz 8-tygodniowe treningi współczucia wobec siebie samego (Self-Compassion). Pracowała w Szpitalu Specjalistycznym MSWiA w Otwocku (Oddział Leczenia Zaburzeń Nerwicowych). Interesuje się nurtem integracyjnym w psychoterapii, psychologią antenatalną/maternologią, zespołami uwarunkowymi kulturowo (ang. culture-bound syndromes), terapią Morita i Naikan, uważnością, współczuciem oraz możliwością łączenia wschodnich technik ze współczesną psychologią zachodu. Poza psychologią interesuje się lingwistyką, językami obcymi oraz poezją. Doktorantka University of Derby.

Psychologia w służbie kapitalizmu

Wszyscy chcemy poczuć się lepiej albo… chociażby mniej cierpieć. Jak dotąd nic, absolutnie nic nie dało nam całkowitej ulgi, nic ostatecznie nie zniosło cierpienia. Psychologia czasem predystynuje do bycia jednym z narzędzi uwolnienia nas od wszelkiego cierpienia. Tyle, że to jest niemożliwe. Psychologia nie jest lekarstwem na wszystko. Jak pisze William Davies, dodatkowo psychologia stała się jednym z narzędzi kapitalizmu, które niekoniecznie już pomaga czy wspiera. W tym kontekście często wspiera opresję jednostki.

W książce „Przemysł szczęścia” (ang. „Happiness Industry”) William Davies, wykładowca politycznej ekonomii z Goldsmiths University of London, pisze o Międzynarodowym Forum Ekonomicznym (ang. World Economic Forum) i pewnym szczególnym wydarzeniu. Właśnie tam w 2014 zaproszono słynnego mnicha buddyjskiego, Matthieu Ricarda. Uczestnicy tego spotkania mieli możliwość praktykowania z nim, jak pisze Davies, z tym elitarnym mnichem. Elitarnym, jako że ma pseudonim „najszczęśliwszego człowieka na świecie” (za sprawą serii badań nad jego mózgiem). Delegaci mogli nauczyć się medytacji, metod uzyskiwania stanu szczęścia i relaksacji. Aż 25 sesji poświęcono właśnie kwestii dobrostanu fizycznego i emocjonalnego. Jak pisze Davies, „szczęście w różnych przebraniach”, które nie jest już dodatkiem, ale stanowi miarę naszego sukcesu dotyczy m.in. radzenie sobie ze stresem i umiejętności pozytywnego nastawienia (niezależnie od okoliczności naszego życia). Nie wystarczy już być bogatym. Trzeba jeszcze być szczęśliwym. I mierzyć to szczęście: za sprawą smartwatchów, komórek i innych gadżetów. I tak korporacje takie, jak Google zatrudniają na stałe specjalistów od psychologii pozytywnej, uważności i innych narzędzi, które mają sprawić, że… Tu pojawia się pytanie – czemu służą te wszystkie techniki? Czy jednostce, czy korporacjom, rządom, ażeby łatwiej było zarządzać jednostką? Davies słusznie zaznacza, że nie można zapomnieć o kontekście. Inaczej może to skończyć się tym, że jednostka będzie obwiniana za wszystko, czego doświadcza w swoim życiu bez brania pod uwagę faktu, że nie wszystko jest zależne od niej. Co więcej bycie w złym nastroju, w depresji będzie źle widziane. Jak pisze Barbara Fredrickson, profesor psychologii z Uniwersytetu North Carolina w Chapel Hill, w swojej książce „Pozytywność” (ang. „Positivity”): „w jakichkolwiek teraz znajdujesz się okolicznościach, masz to, co trzeba, żeby zmienić swoje życie i świat wokół ciebie na lepsze”. A co, jeśli tak nie jest?

Pojawia się też pytanie, w jaki sposób mierzymy ten dobrostan (czy też jego brak). Nie wystarczy bowiem powiedzieć, jak się czujemy. Potrzebujemy jeszcze mieć „obiektywne” narzędzia, które to zmierzą. Skaner fMRI jest obecnie jednym z ulubionych metod mierzenia tego, co czujemy i myślimy. Z różnych badań wiemy też, że nieważne, jak dobre jest badanie z zakresu neuronauki, ważne, że jest z tego zakresu. To wygląda przekonwujaco, choć większość nie rozumie tych wyników badań. Dodatkowo coraz częściej (i bez naszej wiedzy) wykorzystuje się instrumenty do wykrywania naszego nastroju dzięki specjalnym komputerom i ich algorytmom. Działo się tak np. podczas literackiego festiwalu w Cheltenham w 2013. Przy pomocy komputerów rejestrowano mimikę twarzy uczestników. Pojawia się wątpliwość (pisze Davis), czy można odebrać głos i autorytet osobom badanym i w całości powoływać się jedynie na różnego rodzaju technologie? Kolejne pytanie – w jakim celu te dane będą wykorzystywane? Już teraz bowiem badania neuronauki wykorzystują agencje reklamowe, aby zwiększyć sprzedaż produktów.

W związku z tymi wątpliwościami warto wziąć pod uwagę zaplecze filozoficzne i refleksyjne psychologii. Wilhelm Wundt, który po raz pierwszy w historii użył terminu „psycholog”, opierał się na introspekcji, co oznaczało potrzebę refleksji. Niemiecka szkoła psychologii w dużej mierze wywodziła się z filozofii. Tymczasem szkoła amerykańska (z której przede wszystkim obecnie korzystamy) oparta była na czystym utylitaryzmie, aspekcie użytkowym. Już w 1900 r. James McKeen Cattell i Harlow Gale (byli uczniowie Wundta) próbowali zrozumieć, jak ludzie reagują na różne reklamy (co dało podłoże psychologii konsumenckiej). Wraz z nadejściem Watsona (innego psychologa amerykańskiego), introspekcja, percepcja, itd. zostały zastąpione mierzalną obserwacją zachowania (behawioru). Co ciekawe, sam Watson nie oparł się romansowi z branżą reklamową, dołączając do firmy J. Walter Thompson i studiując zachowania konsumenckie.


Wspomniana wcześniej korporacyjna troska o pracowników może nie mieć wiele wspólnego ze zmianą filozofii danej korporacji, ale wynikać z prostego faktu nieopłacalności wypalenia pracowników. Ci pracownicy mogą przychodzić nawet do pracy, ale być apatyczni i mało produktywni. To stawia poważne zagrożenie kapitalizmowi, kultowi produktywności, trybowi nieustannego dążenia, osiągania wyników i sukcesu. Jak pisze Davies, „człowiek musi ciężko pracować, być szczęśliwy, zdrowy, a przede wszystkim bogaty”. I nawet takie narzędzia, jak uważność mają nam w tym pomagać – paradoksalnie bardziej w działaniu aniżeli byciu czy refleksji. Sama psychoterapia także czasem służy zmniejszaniu „oporu”, skupiając się na wewnętrznych procesach pacjenta/klienta, a nie na kontekście, w których ich doświadcza. Tym samym zamiast zmniejszać cierpienie, diagnozować jego źródła, psychologia przyczynia się w najlepszym przypadku do utrzymania status quo. Profesor Lauren Berlant wspomina o „okrutnym optymizmie”, co oznacza, że pragnienie czegoś jest de facto przeszkodą w rozwoju. Tak, jakby środek zastępował cel i autentyczną intencję.

Ważnym pytaniem, które zadaje Davies, jest to, czy nie lepiej pieniądze przeznaczane na różnego rodzaju terapie, badanie kolejnych części naszego mózgu, przeznaczyć na budowanie nowego modelu polityczno-ekonomicznego?
Trwa ładowanie komentarzy...