O autorze
Ukończyła psychologię kliniczną w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Szkoliła się i szkoli w nurcie psychoterapii integracyjnej u Richarda Erskine’a, ucznia m.in. Fritza Perlsa. Superwizuje się m.in. u Christophera Germera (Harvard Medical School). Współorganizowała międzynarodowe konferencje (m.in. 1st Conference on Practical Application of Buddhism in Western Psychology. Mindfulness: Theory and Practice), współtwórca Polskiego Towarzystwa Mindfulness. Jest dyrektorem The Mind Institute (www.mindinstitute.com.pl), gdzie prowadzi 8-tygodniowe treningi uważności (Mindfulness) na bazie programu MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) Stress Reduction Clinic University of Massachusetts Medical School oraz 8-tygodniowe treningi współczucia wobec siebie samego (Self-Compassion). Pracowała w Szpitalu Specjalistycznym MSWiA w Otwocku (Oddział Leczenia Zaburzeń Nerwicowych). Interesuje się nurtem integracyjnym w psychoterapii, psychologią antenatalną/maternologią, zespołami uwarunkowymi kulturowo (ang. culture-bound syndromes), terapią Morita i Naikan, uważnością, współczuciem oraz możliwością łączenia wschodnich technik ze współczesną psychologią zachodu. Poza psychologią interesuje się lingwistyką, językami obcymi oraz poezją. Doktorantka University of Derby.

Krótko o narcyzmie

„Ktokolwiek kocha, staje się skromny. Ci, którzy kochają, porzucają część swojego narcyzmu” – Zygmunt Freud

Jedna z wersji legendy o Narcyzie (łac. Narcissus, gr. Nárkissos) mówi, że miał on bliźniaczą siostrę, którą bardzo kochał. Gdy siostra umiera, próbuje ją odnaleźć, ale zamiast niej odnajduje swoje własne oblicze i myli je z obliczem siostry. Mit mówi zatem o tęsknocie, której nie można zaspokoić, miłości, której nie można spełnić. Mówi też o rozczarowaniu pierwotną miłością. Tak jak często bywa z osobami, które nazywamy narcyzami, uważającymi siebie za wyjątkowo ważne i potrzebującymi ciągłej admiracji, trudno znoszącymi jakąkolwiek krytykę czy niechęć. Od słowa narcyz pochodzi słowo narkotyk, co pierwotnie oznaczało stupor, a zatem narcyz narkotyzuje się samym sobą, próbując zniwelować pierwotny ból straty (psychoanalitycy mówią o „narcystycznej ranie/zranieniu”). Paradoks polega na tym, że tak jak mityczny Narcyz i jego następcy umrą w samotności, nie mogąc zbliżyć się do drugiej osoby.



Współczesna kultura promuje narcyzm, ekstrawertyzm, a nawet psychopatię. Tzw. celebryci są zainteresowani sobą. Są nawet skłonni donieść na siebie samych, żeby tylko grono wiernych paparazzich ich śledziło. Są chętni sprzedać zdjęcia nienarodzonych jeszcze dzieci. Jean Twenge i W. Keith Campbell, autorzy książki „Epidemia narcyzmu” (2009), piszą, iż w obecnych czasach każdy chce stworzyć „własną markę” (ang. personal brand, self-branding), tak aby być produktami do sprzedaży. Dalej piszą, że takie osoby nie są pewne siebie, one są… przesadnie pewne siebie. Uznają fałsz za prawdę. Tweng i Campbell podają przykład „nieprawdziwie bogatych ludzi, bo mają górę kredytów do spłacenia, nieprawdziwego piękna za sprawą operacji plastycznych i kosmetycznych procedur, nieprawdziwych sportowców stosujących narkotyki zwiększające ich sukcesy, nieprawdziwych gwiazd za sprawą telewizji typu reality, nieprawdziwych uczuć dzieci dotyczących tego, że są szczególne wśród innych dzieci za sprawą edukacji skoncentrowanej na poczuciu własnej wartości i nieprawdziwych przyjaciół za sprawą eksplozji sieci społecznościowych”. Narcyzm jest groźny, bo uznaje substytut za prawdę. Sława nie oznacza, że ktoś jest mądry. Wianuszek fanów nie oznacza, że inni nas kochają.

Mówiąc o narcyzmie czy jakiejkolwiek innej cesze lub zespole cech, warto odróżnić je od zaburzenia. Każdy z nas ma cechy, a nawet możemy mieć styl różnych zaburzeń, ale nie oznacza to, że mamy dane zaburzenie. Możemy mieć po prostu pewne cechy, możemy też przejawiać dany styl, ale zaburzenie osobowości jest na dalszej pozycji. Zaburzenie osobowości oznacza przejaw sztywności: nasze cechy są stałe, odporne na zmiany, występujące wielokrotnie w różnych sytuacjach przez dłuższy okres naszego życia (począwszy od okresu młodzieńczego/wczesnej dorosłości). W większości są też „ego-syntoniczne” (czyli zgodne z nami), co oznacza, że często to nie osoba z zaburzeniem osobowości cierpi, ale jej otoczenie (partnerzy, rodzina, współpracownicy). Kolejne związki się rozpadają, ale osoba narcystyczna nie widzi żadnej odpowiedzialności po swojej stronie.

Narcystyczne zaburzenie osobowości zostało raz pierwszy zaproponowane przez Heinza Kohuta w latach 60. ubiegłego wieku i według DSM-IV-TR (klasyfikacji Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego) zalicza się do tej samej grupy zaburzeń osobowości (B) co: antyspołeczne zaburzenie osobowości (czasem mylone z psychopatią), histronicznie zaburzenie osobowości (duża teatralność, przesadna emocjonalność), zaburzenie osobowości z pogranicza (inaczej borderline).

Według kryteriów diagnostycznych DSM-IV-TR należy spełnić przynajmniej pięć z poniższych kryteriów, żeby móc mówić o narcystycznym zaburzeniu osobowości i „wszechobecnym schemacie poczucia wyższości, potrzeby admiracji, braku empatii, począwszy od wczesnej dorosłości i obecnego w różnych kontekstach”:
(1) przesadne poczucie znaczenia siebie (wyolbrzymianie swoich osiągnięć i talentów, oczekiwanie, że zostanie się uznanym za najlepszego)
(2) zaabsorbowanie fantazjami o nieograniczonych sukcesach, władzy, błyskotliwości, pięknie lub idealnej miłości
(3) przekonanie, że jest się kimś szczególnym i wyjątkowym i że można być w pełni zrozumianym tylko przez innych szczególnych ludzi lub instytucje
(4) przekonanie, że powinno się zadawać jedynie z ludźmi czy instytucjami o wysokim statusie
(5) wymaganie nadmiernej admiracji
(6) poczucie wyjątkowych uprawnień (wygórowane oczekiwania co do szczególnie przychylnego traktowania lub to, że inni automatycznie podporządkują się narzuconym oczekiwaniom)
(7) interpersonalnie wykorzystywanie (wykorzystywanie innych do osiągnięcia swoich celów)
(8) brak empatii: niechęć do widzenia lub utożsamiania się z uczuciami i potrzebami innych
(9) częsta zazdrość o innych lub przekonanie, że inni są zazdrośni o nas/zazdroszczą nam
(10) okazywanie arogancji i wyniosłych zachowań lub postaw

Terapeuci rozpoznają takie osoby po tym, że przesadnie chwalą się sobą. Nawet, gdy pytają o innych, to rozmowa i tak powróci do tematu ich osoby i ich osiągnięć. To jak terapeuta, który wydaje się być zainteresowany swoim pacjentem, ale okazuje się później, że bardziej zajmuje go kwestionariusz do badania tego pacjenta, który może wykorzystać w swoim badaniu. Osoby narcystyczne mogą też stać się obojętne lub wręcz agresywne, gdy czują, że nie otrzymują wystarczająco dużo uwagi czy pochwały. Minimalizują też wkład pracy innych. Chętnie porównują się do osób znanych, niechętnie obracają się w towarzystwie osób o niższym statusie. Takie zwykłe osoby eliminują ze swojego grona. Często nie czują się zrozumiane (bo przecież są tak wyjątkowe). Narcyz nie pójdzie też do pierwszego lepszego lekarza, terapeuty, nauczyciela. Musi znaleźć kogoś znanego, zapewniającego mu prestiż. Nieustannie śledzi opinie na swój temat, oczekując komplementów. Uważa, że to, czym się zajmuje, jest niezwykle ważne i nie za bardzo interesują go potrzeby innych ludzi. Związki tworzy w celu zwiększenia poczucia swojej wartości. Nie chodzi mu o tę drugą osobę, o jej szczęście. Inni nie są w stanie spełnić oczekiwań narcyza. Osoby narcystyczne są często zachłanne na dobra materialne tak, jakby rzecz w zastępstwie osoby mogła zaspokoić pierwotny brak miłości. Uważają, że ich problemy wymagają współczucia, ale problemy innych oznaczają słabość. Narcyz to idealny produkt naszej ery.

Odkładając kryteria diagnostyczne na bok, psychoterapeuta Richard Erskine (2012) twierdzi, że narcyza najłatwiej poznać po tym, że… nie możemy przestać o nim mówić, ciągle powracamy do rozmowy o nim. Nawet gdy wydaje nam się, że tego nie chcemy.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...